Jedno jest na tej ziemi pewne, to że umrzemy…

Wszyscy, bez wyjątku. To co nas będzie różnić to wiek, w którym się to dokona, przyczyna śmierci czy okoliczności w jakich żegnać się będziemy z tym światem. Czas odchodzenia nie doczekał się u nas należnej nobilitacji, sprawnie funkcjonujących procedur, dostatecznego wsparcia umierającego i jego najbliższych. Świat pogalopował, dzisiaj niektórym łatwiej jest polecieć na inny kontynent niż odwiedzić rodziców żyjących na drugim końcu miasta. Porozjeżdżaliśmy się po bliższej i dalszej okolicy, wielopokoleniowe rodziny to już historia, samotność staje się powszechna.

Rodzimy się w komfortowych warunkach, towarzyszy temu radość najbliższych i znajomych, korzystamy ze zdobyczy medycyny i z tego co jako dobrze funkcjonująca społeczność dajemy naszym następcom. Żłobek dla każdego, darmowa opieka lekarska, w dalszej kolejności piękne przedszkola i później dla każdego miejsce w nowoczesnych szkołach. Dzieci to nasz ogólnonarodowy priorytet. Bo przyszłość narodu, bo słabsze, bo wymagające troskliwej opieki.

Ale kiedy po pięknym i coraz dłuższym życiu, wracamy do nieporadności z dzieciństwa, kiedy ponownie potrzebujemy opieki i wsparcia, dzieje się coś co w dziwny sposób wypieramy. Nie jesteśmy gotowi na starość najbliższych, nie jesteśmy gotowi na ich umieranie, nie rozmawiamy o śmierci, daleka jest nam myśl, że kiedyś przyjdzie.

Kiedy już pojawia się w naszych emocjach, kiedy musimy zmierzyć się z ostateczną diagnozą, wtedy, a zdarza się to bardzo często, zostajemy sami. Lekarze rozkładają ręce, na pożegnanie słyszymy, że zrobili co mogli i w leczeniu zastosowali wszystko czym współczesna medycyna dysponuje.

Nagle milknie telefon, znajomi gdzieś się rozpływają. Oni są, tylko unikają kontaktu, bo nikt nas nie nauczył jak reagować w obliczu tego co nieuchronne. Po pierwszym szoku zaczynamy walczyć. Leczenie, choćby nie wiadomo jak uporczywe, szpitale, kolejne wyniszczające chemie bo przecież nadzieja odchodzi ostatnia. Umieranie bywa okrutne i straszliwie bolesne. W wielu przypadkach na resztkach świadomości, u chorego z cierpienia, u najbliższych z bezsilności i z dominującego zmęczenia.

Czy musi tak być?

Opieka paliatywna ta stosunkowo młoda dziedzina medycyny, to przestrzeń innego umierania. To nowoczesne metody łagodzenia bólu, to profesjonalna pielęgnacja, to fachowy, wspomagający personel. To wreszcie nadzieja na załatwienie spraw do końca, to szansa na ciepłą serdeczność z bliskimi, to czas na świadome pożegnanie.

Hospicjum w Głogowie to nie jeden z wariantów inwestycji miejskich, to nie marzenie kilku zapaleńców, to absolutna konieczność nadrobienia cywilizacyjnego zaniechania.

To wreszcie ogromna odpowiedzialność całej głogowskiej społeczności. To zobowiązanie wobec tych, którzy nie doczekali i odeszli w bólu i cierpieniu. To wielka nadzieja dla nas żyjących, że żegnając się z tym światem skorzystamy z nowoczesnej opieki, nie będąc dla naszych rodzin obciążeniem ponad miarę.

To czego się podjęliśmy to duże wyzwanie.

Działając w poczuciu życiowego imperatywu ale też w warunkach chłodnej kalkulacji, Hospicjum się po prostu opłaca, zajęliśmy ten zaniedbany w naszym mieście obszar współczesnej medycyny. Mamy świadomość jak ważna jest to inicjatywa i z jak wielką nadzieją oczekiwana. Mamy również pełne przekonanie, że Hospicjum to nasza Wspólna Sprawa, coś co powinno głogowian łączyć i na każdym etapie realizacji projektu, z pożytkiem dla niego, pięknie integrować.

A skoro tak, to RAZEM zbudujemy Hospicjum w Głogowie.

Wszystkich Państwa zapraszamy do Hospicyjnej społeczności ludzi dobrej woli i dobrych, wrażliwych serc, bo HOSPICJUM TO TEŻ ŻYCIE!